narzekam na robotę, oświatę i diagnozy autyzmu
Kiedy muszę się zgodzić na diagnozę Zespołu Aspergera (bo Polska nadal nie wprowadziła klasyfikacji ICD-11 mimo upływu czterech lat od wejścia w życie) tylko dlatego, że psychiatra dała takie rozpoznanie aby uczeń z wtórnymi objawami ADHD mógł dostać orzeczenie i kształcenie specjalne... to zastanawiam się poważnie po co mi były te studia, doszkalanie się, ciśnienie na diagnozę różnicową i standardy.Szkoła nie radzi sobie z nadpobudliwością psychoruchową ucznia, który w dodatku ma objawy opozycyjno-buntownicze? AUTYZM! I cyk, każdy sobie może poklepać po ramieniu, lekarz bierze pięćset złotych, "sPeCjALiStA ADOS-2" bierze tysiąc złotych (bez wiedzy co w tym narzędziu oznacza "punkt odcięcia" oraz zapominając o zrobieniu chociażby ADI-Ra i jakiekolwiek błagam diagnozy różnicowej), a szkoła z urzędu dostaje po kilka tysięcy złotych na ucznia przez następne trzy lata.
Tylko nikt nie zajmie się źródłem problemu zachowań dziecka, przebujają go do końca trzeciej klasy i albo zrobią powtórkę z rozrywki albo jeżeli zaburzenie opozycyjno-buntownicze zacznie przekształcać się w zaburzenia zachowania to cyk wniosek o umieszczenie w MOSie.
I dzieciak ginie. A system "działa".

