Tak, bawi mnie nadużywanie sygnałów alarmowych do przypominania, że danego dnia rozpoczęło się przegrane powstanie albo doszło do katastrofy lotniczej. Jest to śmiech przez tłumione łzy, bo żyjemy w kraju, który dalej nie potrafi poradzić sobie z myślą, że 1 sierpnia powinien być powodem do zadumy jak nie powtórzyć błędów przeszłości, na przykład posyłanie na rzeź w boju dzieci oraz cywili w wyniku akcji odwetowych, a nie świętowania w skali tylko o poziom niższy niż 11 listopada.
Odpalanie syren bawi mnie tym bardziej, że od 4 lat sąsiadujemy z krajem ogarniętym wojną, kilka dni temu po raz kolejny ruska rakieta wpadła na nasze terytorium z wizytą, pojawiła się realna potrzeba użycia syren, a kilka dni później jak gdyby nic się nie stało, odpalamy je ponownie, bo lud domaga się igrzysk.
Także z tej perspektywy znajduję to zabawnym, gdyby prawdziwy atak rakietowy na RP przeprowadzono w momencie, kiedy syreny powinny informować o zagrożeniu, a nie o kolejnej rocznicy powstania warszawskiego.

